Filozofia życiowa: jak stres potrafi popsuć zabawę

Opublikowane przez MatkaPolki w dniu

Nadszedł czas na post od czapy (jak to mówi, mój ulubiony Pan w ulubionej stacji radiowej). Wiem, że nie powinnam się przejmować, w końcu mamy sporo stresów w życiu, ale jakoś mi ciężko i chcę się podzielić.

Otóż byłam dzisiaj z moją córą pozałatwiać trochę spraw w galerii handlowej i na koniec poszłyśmy do tzw. pokoju zabaw. Wszystko było fajnie pokicane, pozjeżdżane, dosłownie dwójka dzieciaków z mamamii z nami. Nagle nalot jakiejś grupy dzieci, jak dla mnie to wyglądało jak zlot babć i/lub mam z maluchami w wieku 3-4 lata. Od razu na wstępie zanim dzieci zaczęły się bawić jedna z babć dopadła Kubę (tak wiem jak miał na imię, nie dało się nie słyszeć) i krzyczy do niego „Zdejmuję Ci bluzę, bo Ci gorąco!” na co Kuba odpowiedział, że nie chce i nie jest mu gorąco. Serio mogę w to uwierzyć, bo nie zdążył się ruszyć, żeby się zgrzać. Oczywiście, zamiast dać dziecku spokój oraz wszystkim w koło, uszarpała młodego i zdarła z niego tą bluzę. Dzieciak leżał na podłodze i wył jeszcze 5 minut. Ok, jakoś się uspokoiliśmy wszyscy bawimy się dalej.

Nagle z drugiego końca słyszę krzyk kobiety: „Jasiek, przeproś natychmiast Natalię!” i tak ich imiona też znam…. Oczywiście po takiej reakcji, bąbel od razu powiedział: NIE! No to babcia za fraki pod ścianę i „Przemyśl swoje zachowanie jak się namyślisz wróć i przeproś Natalię”. Młody stał i wył pod ścianą, aż się zrobił fioletowy, a dziewczynka którą uderzył (bo tak zrozumiałam z tego co wykrzyczała) sama przyszła i go przytuliła. Coż ja bym uznała, że dzieci się lubią i dajmy spokój. Ale nie! „Powiedz przepraszam, bo jak nie idziemy do domu!” Itd. przez następne 15 minut, aż biedy Jasiu wyjąkał to „przepraszam”, tyle, że był tak zmęczony, że chciał do domu…

Oszczędzę resztę, bo znowu mnie głowa zaczyna boleć. Nie odezwałam się nic… Przyznaję byłam całkiem bierna w tej sytuacji, trochę byłam w szoku, a trochę dlatego, że Polka mnie poprosiła o wyjście, bo nie chciała się tam bawić. Chociaż przyznam szczerze, że jak wróciłam do domu miałam wyrzuty sumienia, że nic nie powiedziałam. Tylko czy to by coś dało?

Nie jestem idealną matką, nigdy nie byłam, ale taka ilość stresu chyba by mnie wykończyła w tydzień. Kiedyś mój brat powiedział do mojej mamy jak „dziubdziała” do Polki jak była jeszcze niemowlakiem: „Mamo to mały człowiek, a nie debil”. Jak to mówię to wzbudza śmiech i jasne trochę tak jest, ale jak się tak zastanowić to ma bardzo długoterminowe znaczenie i obyśmy w ten sposób traktowali nasze dzieci jak „małych ludzi”. Dzięki bracie 🙂

To są takie sytuację, że nie wiem jak się zachować i to samo czuję jak widzę dziecko noszone przodem do świata lub w wisiadle. Tak bardzo bym chciała tej mamie lub tacie powiedzieć dlaczego nie tak i jak można inaczej.

A Wy co myślicie warto czy nie warto coś zrobić w takich sytuacjach?

Kategorie: Od Czapy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *